Koktajl, który Cię zaskoczy - ananas i seler naciowy

koktajl owocowo warzywny z ananasa i selera




Dzisiaj połączenie z pozoru niepasujących do siebie składników - ananasa i selera naciowego. Koktajl jest dobry szczególnie dla dzieci, ponieważ w łatwy sposób pozwala na przemycenie zarówno zdrowego selera naciowego, jak i wapnia, tak potrzebnego w okresie wzrostu. Uwierzcie, że będziecie zaskoczeni tą niekonwencjonalną mieszanką. Polecam pić świeży i schłodzony;)

Seler naciowy (o czym juz zresztą wspominałam) jest sprzymierzeńcem odchudzających się, ponieważ jest warzywem ultraniskokalorycznym (1 sztuka 400 g zawiera jedynie 52 kcal), natomiast ananas poprawia stan naszej cery i korzystnie wpływa na pracę układu pokarmowego.

Składniki (2 porcje):
  • ok. 150 g świeżego ananasa (mniej więcej 1/4 sztuki)
  • 2 łodyżki selera naciowego
  • 330 g jogurtu naturalnego
  • łyżeczka syropu z agawy/miodu
  • ewentualnie mleko, jeśli koktajl będzie za gęsty

Ananasa obieramy, wydrążamy niezjadliwy środek. Kroimy, blendujemy razem z selerem i resztą składników.


7 komentarze:

  1. Lubię tak ukrywać w koktajlach różne warzywa. Smaku praktycznie nie czuć a same dobre witaminy przemycamy! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. seleru naciowego jeszcze w swojej kuchni nie miałam,ale wszystko przede mną! mniam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Takiego połączenia jeszcze nie posmakowałam. Jutro spróbuję ;).

    OdpowiedzUsuń
  4. Bo takie połączenia są właśnie najlepsze - coś pozornie do siebie nie pasuje, a okazuje się, że pasuje idealnie :) jak np gruszka i ser pleśniowy ;)
    Akurat mam w domu seler naciowy, ale ananasa już niestety brak :/

    OdpowiedzUsuń
  5. Faktycznie na pierwszy rzut oka wydaje się jakby nie pasowały do siebie , ale pewnie po zmieszaniu człowiek zmienia zdanie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. niedoceniony seler naciowy :)

    Witam serdecznie.
    Kraszka

    5widelcow.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Nieodzowną częścią kibicowania jaką są ,,zajmowacze'' rąk i ust czyli przekąski i popitki.
    Wszyscy zgodzą się ze mną że kibicowanie to ciężki kawałek chleba i na samej adrenalinie daleko nie pojedziemy.
    Trzeba dbać o bilans energetyczny organizmu i chronić się przed np. odwodnieniem.I tak do szalika , czapeczki czy koszulki w barwach naszej drużyny potrzebujemy odpowiedniej diety - diety kibica? No może dieta to zbyt wielkie słowo jeśli mówimy o popcornie , chipsach czy piwie ale co tam nasza liga też jest na 22 miejscu w Europie a zwie się ekstraklasą.
    Jeśli na stadionie nie mamy za dużego wyboru i jesteśmy zdani na organizatora , a tym ci ostatni zbytnio się nie przejmują (chyba że mówimy o cenach) to kanapowcy mają nieograniczone pole do popisu.
    Po pierwsze dostępność czyli ogranicza nas praktycznie pojemność stołu , odległość od lodówki i kuchni nie ma bramkarzy szperających w plecakach i wąchających płyny (no coś słyszałem ze żona może być takim ,,dbaczem'' o czystość menu :::))).
    Po drugie zróżnicowanie czyli wszystko co sobie wymyślimy , co lubimy , co umiemy albo ktoś współkibicujący umie przygotować jest do naszej dyspozycji.
    I po trzecie temperatura czyli zimne co ma być zimne i ciepłe co ma być ciepłe na stadion z lodówkami czy mikrofalą nie wpuszczają .Do wyboru jest piwko , cola , paluszki czy wspomniany popcorn , albo skrzydełka prosto z grilla , lemoniada z wyciskanych limonek , drink czy nawet schabowy z kapustą.
    Menu zależne jest oczywiście od wydarzenia sportowego. I tak co innego na mecz ostatniej szansy naszej narodowej do mistrzostw w Brazylii a co innego na letni puchar świata w skokach. Muszę tutaj przyznać że najważniejsze jest zgranie z osobą która radzi sobie w kuchni. Tu możemy wykorzystać drugą połówkę często mało zainteresowaną sportem a już na pewno kibicowaniem. Podwójna korzyść bo i nie przeszkadza i katering mamy zabezpieczony :), chyba że sami dajemy rade na dwóch frontach. Czasem na meczach ligowych można spokojnie dwudaniowy obiad ugotować bez obawy że coś przegapimy na boisku a co dopiero przekąski. Zawsze zostaje w ostateczności danie na telefon . Dojadą szybciej niż skończy się połówka ta na boisku czy ta na stole . Na stadion nie zdążą:).
    Ciekawe jest skądinąd jak wiele zależy w tej naszej pasji od niekoniecznie ją podzielających i czasem rozumiejących naszych PAŃ.

    OdpowiedzUsuń

 

ARCHIWUM

Obserwatorzy